form

Szukam filmu, pomocy!

marzec 2nd, 2011

A więc kiedyś w telewizji oglądałam film. Był o kobiecie która z dziećmi przeprowadziła się na ranczo w Australii albo na prowincję. Tam poznała mężczyznę w którym zakochała się ze wzajemnością. Jego ojciec jednak nie chciał ich związku czy też nie zezwalał na dawanie jej wody. Po jakimś czasie podpalili jej dom. Film oczywiście skończył sie dobrze. Jeśli ktoś zna tytuł tego filmu lub chociaż go kojarzy to proszę piszcie!!

Szukam tytułu filmu…

październik 22nd, 2009

Od jakiegoś czasu usiłuje sobie przypomnieć tytuł filmu, który ok 3 może 4 lata temu widziałam prawdopodobnie w Kocham Kino w TV. Film był w konwencji baśni japońskie/chińskie, coś w stylu Przyczajony tygrys, ukryty smok, o grupie ludzi którzy wybrali się na wyprawę by uratować kraj przed czymś tam… Dokładnie niestety nie pamiętam Smutny
W tytule prawdopodobnie było coś z jeleniem, łosiem, a może innym rogaczem.Jeżeli ktoś z moich pokrętnych wskazówek skojarzy jakiś tytuł będę bardzo wdzięczna

Od kilku lat szukam tytułu…

wrzesień 15th, 2009

Witam,
Od kilku lat szukam tytułu filmu …
Jest to film o czarnej dziewczynce, która spadła z konia i przeniosła się w czasie… (do czasów Króla Artura, albo jakiegoś innego króla). Pamiętam, że miała ona ze soba różowy APARAT polaroid, którym robila zdięcia  i wszyscy na dworze tego króla myśleli, że to mogia… Oglądałam ten film jakoś w połowie lat ‘90…
Proszę o pomoc jeśli znacie tytuł  i z góry dziekuję
Loona

DUSZA FILMU…AKTOR

kwiecień 18th, 2009

W debiucie fabularnym Macieja Pieprzycy Drzazgi istotny element filmu stanowi trójka młodych aktorów: Karolina Piechota, Marcin Hycnar i Antoni Pawlicki.
To za sprawą tych młodych twórców film jest łatwo przyswajalny dla współczesnego pokolenia. To dzięki ich kreacjom młodzi ludzie oglądający ten obraz mogli odnaleźć w nim jakąś cząstkę własnych problemów. Dzięki tej trójce aktorów trzy z pozoru przeciętne pod względem fabularnym nowele nabierają ciepłego, magicznego charakteru. To za pośrednictwem aktorów i ich umiejętności film ogląda się z niekłamaną przyjemnością, mimo że zaprezentowane w filmie historie nie są czymś niezwykłym lub oryginalnym. Każda z historii i każdy bohater może istnieć realnie (sam reżyser deklaruje, że pewne postaci zaczerpnął z prawdziwego życia). Jakby przemyśleć każdą z trzech historii to dochodzi się do wniosku, że dookoła nas znaleźliby się ludzie, którzy mają identyczne doświadczenia. Jednak to, w jaki sposób bohaterowie zostali sportretowani przez grających ich aktorów sprawia, że widz patrzy na nich w przychylny sposób, że ich lubi i dostrzega w nich coś niezwykłego.
Piechota, Hycnar, Pawlicki - aktorzy, którzy może nie są rozpoznawalni dla wszystkich (Pawlicki najprawdopodobniej jest najbardziej znany z całej trójki, ze względu na popularny poprzedniej jesieni (2008) serial Czas Honoru, w którym grał jedną z głównych ról) odegrali swoich bohaterów z zaangażowaniem i szczerością, czym bez wątpienia zjednali sobie publiczność.
Jednak od premiery filmu na Festiwalu Filmowym w Gdyni z całej trójki aktorów największym zainteresowaniem medialnym cieszy się Karolina Piechota. Jest to naturalne i nie ma w tym nic dziwnego, gdyż ta młoda aktorka zaliczyła w tym obrazie swój debiut filmowy, za który zdobyła nagrodę na wspomnianym festiwalu. Dlatego też Karolina Piechota powinna być już znana w kontekście filmu Drzazgi i wydaje się, że teraz warto poświecić uwagę przynajmniej jednemu z aktorów, który jej towarzyszył na ekranie. Tą osobą jest Antoni Pawlicki.
Można odnieść wrażenie, że tylko nieliczne grono zainteresowało się tym aktorem oraz jego występem w filmie Drzazgi (nagrodzony debiut Piechoty przyćmił pozostałą dwójkę aktorów).

Antoni Pawlicki (22.10.1983), młody aktor ma na swoim koncie role, nagrody czy nominacje, o których niejeden bardziej doświadczony aktor mógłby pomarzyć. W 2008 roku Pawlicki po raz drugi w zawodowym życiu nominowany był- za Drzazgi- do nagrody im. Zbigniewa Cybulskiego. Rok wcześniej, w 2007, udała się aktorowi rzecz godna uwagi, zdobył nominację do tej samej nagrody za dwie role równocześnie, za filmy Z odzysku i Jutro idziemy do kina.
Pawlicki jest aktorem, który prezentuje oryginalną, jak na ówczesne standardy urodę, ale nie to liczy się u niego najbardziej. Pawlicki to aktor niespodzianka. Z taką samą wiarygodnością umie się wcielić w „zwykłego” chłopaka borykającego się z trudami samodzielności (Z odzysku), co w wałczącego o swój kraj cichociemnego (Czas honoru), czy w byłego piłkarza, a obecnie zagubionego, szukającego swojej drogi życiowej kibola (Drzazgi).
W jego wcieleniach ekranowych można odnaleźć nieczęsto już spotykany u młodych aktorów charyzmat, który pozwala zaciekawić. Jakąkolwiek by nie zagrał postać publiczność musi entuzjastycznie na nią zareagować, gdyż w każdej z ról jest naturalny i do każdego bohatera wprowadza cząstkę swojej świeżości i niedefiniowalnego uroku. Kreacje, które do tej pory stworzył wydawały się jakby specjalnie dla niego napisane. Efekt taki możliwy jest, ponieważ jak mówi aktor staram się stworzyć bohaterów z krwi i kości.
Postać, którą aktor kreował w Drzazgach jest postacią charakterystyczną, wymagającą zaprezentowania pewnych cech przynależnych do tego typu bohatera. To, w jaki sposób Antoni Pawlicki zagrał zagorzałego kibica piłki nożnej, to jak uwypuklił w tej postaci istotne cechy dla tego typu człowieka, wywołuje pozytywny odbiór tego gniewnego bohatera. Odpowiedni dobór ruchów, gestów i słów pozwalają widzowi uwierzyć w realność tej postaci. W tym wcieleniu aktor nie jest tym heroicznym i niebudzącym zastrzeżeń chłopakiem, jakim był choćby w filmie Andrzeja Wajdy Katyń. Robert z Drzazg miał być bohaterem, którego widz zna z własnego osiedla, czy z telewizyjnych reportaży, po prostu z życia codziennego. Tym razem aktorowi nie zależało na tym, aby jego bohater wybijał się ponad przeciętność, a celem Antoniego stało się zaprezentowanie problemów, osobowości i pragnień tego bohatera.
Pod względem wiarygodności Robert jest podobny do Wojtka z filmu Z odzysku, bowiem czas, miejsce i warunki, w jakich przyszło im się zmagać z własnym losem są podobne i znacznie bardziej autentycznie dla dzisiejszego widza, niż dzielni i męscy bohaterowie filmów Jutro idziemy do kina, Katyń czy Czas honoru. Ponieważ bohaterowie tych historycznych filmów może i przedstawiają ważniejsze/ wybitniejsze jednostki dla naszego kraju, ale ich problemy często już nie są dla widza tak zrozumiałe jak problemy Roberta (Drzazgi) i Wojtka (Z odzysku). Widz patrzy na tych historycznych bohaterów, podziwia i popiera ich wybory, ale tylko przez tą krótką chwilę, w czasie kinowej projekcji. A po wyjściu z kina umieszcza ich na panteonie bohaterów czysto filmowych czy literackich. Natomiast Robert i Wojtek to postaci wzięte z nurtu prawdziwego, współczesnego życia i na pewno na sali kinowej byli tacy, którzy w tych bohaterach odnaleźli siebie.
Poza ekranowym atutem Antoniego Pawlickiego jest skromność oraz przystępność. Rozmawiając z nim czy czytając/oglądając wywiady, jakich udziela ma się poczucie, że jest on chłopakiem z podwórka, kolegą z sąsiedztwa. Jest otwarty, szczery, komunikatywny. Sprawia wrażenie jakby nie zdawał sobie sprawy z tego jak prezentuje się na ekranie, jakie uczucia wzbudza w widzu, który go obserwuje w filmowych kreacjach. Z lekkością i zawadiacką kokieterią wyraża opinie na swój temat. W swoich występach nie widzi nic niezwykłego, mówi, że wykonuje tylko swoją pracę- gdybym nie był aktorem, to nie wiem, co innego mógłbym robić w życiu. Aktorstwo zmusza mnie do poszukiwań i nie wyobrażam sobie niczego, co by mnie równie fascynowało.
Zdarza mu się publicznie karcić samego siebie za błędy, które dostrzegł na ekranie. Spotykając go, nie trzeba się obawiać, że będzie się miało do czynienia z „nadmuchaną” gwiazdą, bo wiedza na temat talentu, który posiada nie pochłania go totalnie. Pawlicki to osoba, która jeszcze jest pełna pokory, jest otwarta i przyjacielsko nastawiona do otaczających ludzi. Jego poglądy na role, jakie chciałby grać oraz na to, co chce osiągnąć zaskakują dojrzałością.

Ważne jest, by myśleć, że ten zawód będzie się uprawiać przez całe życie i żeby zaraz na początku nie pójść za jakąś tanią popularnością. Trzeba zastanowić się, jak rozłożyć siły, swoją energię i swój wizerunek na całe życie.
Wydaje się, że Antek nie jest osobą, która pojawiła się w kinie, aby zdobyć tylko popularność, aby ułatwić sobie życie, czy jednym występem w filmie zapewnić sobie tymczasowy byt w polskim show biznesie. Nie piszą o nim codzienne kolorowe gazety, nie wywołuje wokół siebie skandali.
Odrzucam propozycje udziału w programach typu “Taniec z gwiazdami”. Dla mnie stoi to w sprzeczności z istotą zawodu aktora.
Czyżby w kinie zjawił się, by grać? by stwarzać wciąż nowych bohaterów lub zwracać na siebie uwagę kreacjami ekranowymi? Czyżby nie był kolejnym młodym aktorem, którego głównym celem staje się promowanie samego siebie na łamach brukowców?
Z odpowiedzią na te pytania jednak trzeba będzie poczekać i obserwować, co przyniesie los.
Antoni Pawlicki swoją pierwszą kreacją w filmie Z odzysku w reżyserii Sławomira Fabickiego (uznać go można za jednego z najciekawszych filmowych realistów we współczesnym kinie polskim) wzbił się na nietuzinkowy poziom aktorstwa (za co został uhonorowany wieloma nagrodami w kraju i za granicą). W tej pierwszej roli w pełni pokazał swój talent, pozwolił aby publiczność potraktowała jego bohatera jak realną postać. Żadnym przeestetyzowanym gestem, słowem czy mimiką nie pozwolił zniszczyć wiary w to, że kreowany przez niego bohater może być prawdziwy. W tej roli nie był aktorem, który gra powierzoną mu rolę, w tej kreacji stał się Wojtkiem. A w tym mogła kryć się pułapka, ale aktor w nią nie wpadł. Choć chyba tylko dlatego, że film Z odzysku nie był znany szerokiej publiczności. Nie był to obraz komercyjny, mimo, że stał się polskim kandydatem do Oscara. Gdyby ten film zdobył popularność takich filmów jak Testosteron czy Lejdis (oczywiście są to filmy inne gatunkowo) to ten młody aktor miałby problem z uwolnieniem się od wizerunku Wojtka, gdyż był w tej kreacji na tyle autentyczny, że publiczność mogłaby mieć kłopot z uwierzeniem w inne jego wcielenie.
Jednak to Piotrek, bohater filmu Jutro idziemy do kina stał się bardziej rozpoznawalną postacią w dorobku Antka. To ten ujmujący bohater pozwolił publiczności telewizyjnej na szerszą skalę poznać aktora. Dlatego też późniejsza rola Pawlickiego, w serialu Czas honoru, była tak dobrze przyjęta. Janek ze wspomnianego serialu jest zbliżoną postacią do Piotrka z Jutro idziemy do kina, dlatego raz polubiony bohater nie mógł zostać odrzucony przez publiczność. Drobne podobieństwo tych dwóch bohaterów nie zmienia faktu, że Janek, bohater Czasu honoru, to jedna z najciekawszych postaci filmowych ostatniego roku (2008). Ciepłe uczucia, jakimi widz obdarzył tę postać niewątpliwe zostały lub w niedługim czasie zostaną przelane na samego Antoniego, co pociągnie za sobą wiele zmian. A to tylko od aktora zależeć będzie, czy to, co deklarował, czyli że chce grać dobre role, a nie wiele ról jednocześnie, okaże się bezwartościowymi frazesami, czy myślą przewodnią, która poprowadzi go w stronię dobrych aktorskich wyborów.

Chciałbym sprawdzić się w rolach charakterystycznych, po to bym mógł rozwijać się w różnych kierunkach.

Ciekawe wcielenie Antoniego Pawlickiego, choć nie w pierwszoplanowej roli, można zobaczyć w filmie Jeszcze nie wieczór w reżyserii Jacka Bławuta. Aktor wciela się w tym obrazie w młodego człowieka określanego w filmie mianem Studenta. Kiedy po raz pierwszy aktor pojawia się na ekranie znajduje się w dość nietypowej dla siebie roli, stoi na scenie w pubie i rapuje (choć wcześniej w hip- hopowych popisach można było zobaczyć aktora w teatrze telewizji pt. Komu wierzycie). W swój hip- hopowy występ wciąga główną postać- Jana Nowickiego i razem dają niezapomniany koncert na scenie. Później raz jeszcze można zobaczyć Pawlickiego rapującego, a materiałem do występu staje się Faust Goethego, który w nowatorskiej aranżacji zaskakuje i wydaje się bardziej przystępny.
Postać Studenta zostaje w filmie wprowadzona jako przeciwwaga dla bohaterów z domu seniora, w którym bohater grany przez Jana Nowckiego chce wystawić Fausta. Chce, aby ten Faust był inny od klasycznego, dlatego też decyduje się na powierzenie niektórych partii tekstu hip- hopowcowi.
Antek tym gościnnym występem pokazuje swoje kolejne aktorskie oblicze. Jest nadzwyczajnie wiarygodny w tej roli. Kiedy występuje na scenie z hip- hopowymi popisami ubrany jest w charakterystyczny sposób: duża bluza z kapturem, czapeczka z lekko przekrzywionym daszkiem, szerokie spodnie, a jego zachowanie i gesty są takie jak można zobaczyć na teledyskach muzycznych, licznych w naszym kraju kapel hip- hopowych. Wygląd aktora do odtwarzanej roli jest przemyślany i dopracowany.
Młodość, żywotność i spontaniczność w kontaktach z innymi stanowi dobry kontrast do otoczenia, w którym postać się znajduje. Jest szalony i nie widzi przeszkód na swojej drodze. Także zetknięcie się jego bohatera ze spotkaną w domu seniora młodą dziewczyną jest zaprezentowane w inny sposób niż w wypadku starszych postaci. Postać Antka jest bezpośrednia, bez ograniczeń- „bierze to, na co ma ochotę”.
Mimo, że rola jest niewielka to stanowi ona atrakcyjny smaczek w filmografii aktora, ponieważ pozwala przypomnieć, że w młodym aktorze tkwi potencjał pozwalający mu odgrywać szeroki repertuar postaci.

Chciałbym, żeby w polskim filmie była możliwość poszukiwania ról, które są tak daleko od fizyczności aktora. Byłoby to ogromnym wyzwaniem.

Dopełnienie ról filmowych w dorobku zawodowym Antoniego Pawlickiego stanowią teatry telewizji. Do tej pory w trzech spektaklach zagrał główne role, a w jednym zaliczył gościnny występ (Przesilenie).
Pierwszym udanym teatrem TV był teatr w reżyserii Macieja Pieprzycy pt. Komu Wierzycie?
Antoni gra studenta prawa, który z koleżanką będącą jego przeciwieństwem, ma przeprowadzić w bloku ankietę wśród lokatorów.
Pawlicki wystylizowany na młodego intelektualistę, na ekranie prezentuje się atrakcyjnie.
Ubrany elegancko, „pod krawatem”, dla uwiarygodnienia charakteru jego postaci nosi okulary oraz ma zaczesane gładko na bok włosy. Jego bohater ma na imię Aleksander, jest członkiem partii narodowej i w przyszłości „w spadku” ma otrzymać dobrze prosperującą kancelarię. Należy do osób poukładanych, pewnych swojej racji i misji społecznej. Nie zachowuje się ani nie myśli jak młoda osoba w jego wieku (21 lat), chce uchodzić za dorosłego. Na początku spektaklu wszystko jest dla niego czarno- białe. Nie ma odstępstw od ustalonych zasad. Jednak w ciągu trwania przedstawienia sposób myślenia Aleksandra ulegnie zmianie, gdyż jak się okaże w życiu można się kierować również czymś innym niż wyuczoną logiką.
Komu Wierzycie? to pierwszy spektakl telewizyjny młodego aktora, który przyniósł pozytywne rezultaty, gdyż dał kolejną szansę w postaci następnego teatru TV pt. Oskarżeni. Śmierć sierżanta Karosa. Sztuka oparta jest na faktach i przedstawia proces sądowy oraz historię grupy nastoletnich członków podziemnej organizacji o nazwie Siły Zbrojne Polski Podziemnej z 1982 roku.
Antoni gra młodego chłopaka, który nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co oznacza przystąpienie do podziemnej organizacji (zresztą jak i reszta młodej ekipy). Łatwo jest „podpisywać się” pod deklaracjami i wygłaszać chęć działania, ale gdy przychodzi do czynów trudno uwierzyć w to, że dzieje się to naprawdę. Bohater Pawlickiego nie jest gotowy na takie ryzyko i poświęcenie jakie stawia przed nim organizacja. To, co naprawdę pochłania bohatera to klacz, którą się opiekuje oraz dziewczyna- planują wspólną przyszłość. To stanowi esencję jego życia, a organizacja podziemna wydaje mu się czymś nierzeczywistym, ideą kolegów, a że nie chce być przez nich odrzucony to decyduje się podążać za nimi. O tym, że nie jest gotowy na akcje w terenie obrazuje scena, w której jego bohater, Andrzej, dostaje do ręki pistolet. Nie wie jak go trzymać, jak się z nim obchodzić, upuszcza go na ziemię, co jest widocznym znakiem tego, że nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Jest przestraszany, małomówny. Obserwuje i przytakuje.
Postać Pawlickiego nie jest bohaterem heroicznym, który z odwagą i siłą walczy o dobro kraju. Jego przekonania o słuszności działania nie są tak pewne jak później będzie to widocznie w przypadku bohaterów filmów Jutro idziemy do kina, Katyń czy Czas honoru.  W tym spektaklu bohater jest namiastką postaci, które są gotowe do zrywu narodowego, bowiem w sztuce jeszcze dojrzewa do tego, co będą czynić jego filmowi kontynuatorzy.
Trzeci teatr telewizji nosi tytuł Pozory mylą. Akcja sztuki rozgrywa się w jednym miejscu w ciągu jednego wieczoru. Pawlicki gra główną rolę poukładanego komputerowca, który rzeczonego wieczoru wraz z podobną do sobie dziewczyną mają ogłosić zaręczyny. Dziewczyna chce, aby wszystko było idealnie, gdy zjawią się rodzice. Ma wszystko przemyślane, łącznie z tym jak narzeczony (Pawlicki) jej się oświadczy. Justin robi wszystko, czego życzy sobie dziewczyna, cierpliwe znosi jej maniakalne wręcz próby stworzenia idealnego wieczoru. Z każdą minutą spektaklu dziewczyna wymyśla, co raz to nowe absurdy i testuje cierpliwość Justina.
Justinowi wydaje się, że właśnie o takim życiu marzy- statecznym, przewidywalnym, perfekcyjnie posegregowanym. Stara się uciekać od trybu życia, który wiedzie jego matka, pełnego zabawy, alkoholu i zmieniających się u jej boku mężczyzn. Na początku wydaje się, że Justin jest przekonany, że Julie-Ann jest tym właściwym, bezpiecznym wyborem. Jednak nieoczekiwanie „z nieba spada” kobieta, która jest przeciwieństwem Julie- Ann i z biegiem czasu Justin odkrywa jak nudne i pełne pozorów było jego dotychczasowe życie, że to co miał to nie było prawdziwe uczucie. To, co dotychczas budował z Julie- Ann to tylko maska, próba stworzenia czegoś logicznego i łatwego do kontrolowania. Julie- Ann daje gwarancję stabilności i pewności, ale czy życie polega na nieustannej przewidywalności?
Antoni Pawlicki gra uległego mężczyznę. To nie on w tym związku jest mężczyzną. On ma tylko wykonywać polecenia Julie- Ann, która i tak notorycznie jest niezadowolona.
Problemem tego bohatera jest to, że ciągle otaczają go kobiety silniejsze od niego, bardziej temperamentne: matka, Julie- Ann, czy Pagie, a on się im poddaje. Wszystkie wspomniane kobiety to typy dominatorek, choć każda w innym stylu.
Pawlicki grając tę postać ukazuje ją jako trochę nieporadną, zagubioną, która nie umie być stanowcza. W obecności kobiet sprawia wrażenie zastraszonego, niepewnego swojej męskości, niewiele mogącego zrobić małego chłopca. Przez znaczną część sztuki nie umie postawić na swoim, daje się notorycznie manipulować przez każdą z kobiet.
W tej nieporadności i „słabości” jest jednak pozytywnym bohaterem, gdyż stara się opanować całą sytuację, to on chce, aby każdy czuł się dobrze i nie myśli tylko o sobie, tak jak reszta postaci. Na końcu sztuki staje się prawdziwym bohaterem dla publiczności, gdyż daje się ponieść uczuciom i nagłemu przypływowi szaleństwa.

Na żywo Antoniego Pawlickiego można zobaczyć w Warszawie, w teatrze Studio w sztuce Hollyday wyreżyserowanej przez Michała Siegoczyńskiego. Teatr to niezaprzeczalna przyjemność, ponieważ daje możliwość oglądania na żywo aktorów, tu i teraz. Można wiele się dowiedzieć o twórcach i wiele zaobserwować. Teatr na żywo to sprawdzian możliwości aktorskich, bowiem wymaga od aktorów innych umiejętności niż telewizja i kino. Tu nie ma dubli, tu się nie gra fragmentami, tu nie można szeptać i być niewyraźnym. Teatr, konkretne przedstawienie, daje tylko jedną szansę na zaprezentowanie się w dniu spektaklu. Zawsze trzeba się starać i być w pełnej, stuprocentowej gotowości, gdyż widz ogląda przedstawienie tylko raz i na tej podstawie wyrabia sobie opinie o odtwórcach ról.
Hollyday jest sztuką ciekawą, acz nie w całości spójną dla przeciętnego widza. Aby w pełni zrozumieć przekaz trzeba przyjść do teatru z pewną konieczną wiedzą, bo inaczej przedstawienie staje się niezwykle proste w przekazie.
Antoni Pawlicki gra w Hollyday postać Jima. Na początku sztuki dla widza jest on żigolakiem, który dla wygodnego życia związał się ze starszą od siebie kobietą (w tej roli wspaniała Ewa Błaszczyk). Przez około godzinę spektaklu bohater jest szachrajskim pozerem chętnie dającym się „manipulować” starszej kobiecie, gdyż takie życie jest proste, opiera się na zabawie z kobietami i na łatwo dostępnych narkotykach. Tu konieczną wspomnienia jest scena, w której aktor odgrywa odurzonego narkotykami, ponieważ zagrana jest ona w fenomenalny i mistrzowski sposób (nawet na widowni publiczność zaczyna się zastanawiać, czy aby aktor faktycznie czegoś zielonego przed tą sceną za kulisami nie wypalił). Aktor tak dobrał zachowanie, pewnego rodzaju dezorientację, niemożność skupienia się na rozpoczętym temacie oraz umiejętnie wygrał rozbiegany wyraz oczu, że ten bohater staje się dla widza czarujący, ujmujący, intrygujący oraz zabawny.
Pierwsza godzina spektaklu zagrana jest przez Antoniego w sposób, który widz z zainteresowaniem śledzi. Momentami Pawlicki stosuje przerysowaną technikę, choć pewnego rodzaju kiczowatość jest tu zamierzonym zabiegiem. Sztuczność czy umowność istnieje w tej części sztuki, jako spójna całość. Nadmierna wyrazistość jest zabawna i stanowi jasny komunikat dla widza jak ma odbierać tę postać. Sposób, w jaki aktor wypowiada swoje kwestie dopełnia całokształt stworzonego wizerunku.
Postać macho żyjącego zabawą i kobietami po pierwszej godzinie ulega metamorfozie i okazuje się, że bohater jest kryptogejem. Nagle zaczyna romansować z Fredem (chłopakiem poznanym na początku sztuki). W tej części sztuki pojawia się więcej zastrzeżeń, gdyż obaj aktorzy nie są bardzo przekonując w tych rolach. Już pierwsze ich zbliżenie w postaci pocałunku jest nieznośnie sztucznie i nienaturalne (zwłaszcza, gdy widziało się pocałunek Jima z młodą, śliczną Holly). Dlatego to gejowskie posuniecie wydaje się nie do końca szczęśliwym- zwłaszcza dla aktorów- rozwiązaniem. Widać, że obaj aktorzy nie czuja się w tych rolach dobrze, dlatego i dla widza stają się mało wiarygodni.
Zaskoczenie wynikające z nagłego pojawienia się wątku homoseksualnego na chwilę rozprasza widza i nie jest to dobre, gdyż od tej chwili można mieć wrażenie niespójności, pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi. Nawet mając wiedzę, do kogo lub do czego reżyser się odwołuje w tych partiach sztuki i tak staje się to tylko naciąganą interpretacją. Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze kilkakrotnie Pawlicki zaskakuje aktorsko. W tej drugiej części można dostrzec wyraźnie komediowe zdolności aktora, widać w pewnych ruchach i gestach inspirację Charlie Chaplinem (wspaniała scena przy lodówce, gdy aktor stara się zaimponować swoim wyglądem partnerowi). Aż chciałoby się aktora zobaczyć w roli komediowej w teatrze, nie w kinie (na dużym ekranie w roli komediowej aktor „objawił się” w schematycznym i przewidywalnym filmie pt. Dlaczego nie. Jednak do tego filmu nie warto się przywiązywać). Natomiast dokonując pewnego rodzaju nadinterpretacji można doszukać się w tej samej scenie minimalnej, pojawiającej się na ułamki sekund tajemnicy/ magii jakby przejętej od samego Marlona Brando z Tramwaju zwanego pożądaniem.
Druga część spektaklu znacznie słabsza i mniej ciekawa broni się ze względu  na akcenty w warstwie aktorskiej. W tej części sztuki niebywałym zaskoczeniem dla widza jest rozebranie się aktora na scenie. Nikt nie przypuszczał oglądając fabułę, że będzie to koniecznie, więc pojawia się w głowie widza pytanie po co? Takie zagranie wywołuje chwilowe wstrzymanie oddechu na widowni, gdyż nie jest się przygotowanym na tak odważny gest. W kinie takie sceny przyjmowane są łatwiej, ponieważ nie ma się bezpośredniego kontaktu z aktorem. Istnieje „intymna” przestrzeń ekranu. W teatrze wszystko rozgrywa się przed oczyma widza, który nie ma gdzie „uciec” ani wzrokiem ani słowem (w kinie często takie sceny są po cichu komentowane czy publiczność reaguje na nie spontanicznie, gdyż ciemna sala kina daje margines bezpieczeństwa).
Hollyday nie zawiedzie zwolenników Pawlickiego, gdyż jest w tym spektaklu na żywo wiele dobry momentów, które satysfakcjonują widza od strony aktorskiej. Choć można mieć małe zastrzeżenia, co do sposobu wypowiadanych dialogów: za szybko, za dużo i dlatego czasem niewyraźnie, ale wybacza się to aktorowi, gdyż całą kreacją udowadnia, że warto go oglądać.

Antoni Pawlicki to obok Lesława Żurka (Mała Moskwa) aktor, który winien wzbudzać zainteresowanie. To aktor, który powinien dostawać, coraz to nowe szanse, coraz to nowe role, aby nie musiał wybierać między teatrem, a sztampowymi kreacjami kinowymi i telewizyjnymi. Bowiem wtedy pozostaje mieć nadzieję, że okaże się on roztropnym aktorem i ku rozczarowaniu ogółu wybierze teatr.

Odrzuciłem wiele propozycji zagrania w filmach czy serialach, które miały fatalne scenariusze. Przyjmuję role, które mnie fascynują i stanowią wyzwanie.

Należy pamiętać, że wybór łatwiejszej drogi nie zawsze jest tym właściwym wyborem, a w aktorstwie jest tak, że gdy idzie się na łatwiznę to szybko można zaobserwować negatywne rezultaty.
W Antku warto pokładać nadzieję, gdyż wydaje się, że ma jasno sprecyzowane to, co w zawodzie aktora interesuje go najbardziej- każdy musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, co będzie dla niego sukcesem w dalszym życiu. Mnie osobiście nie zależy na serialowej popularności.
Pozostaje mu życzyć, aby miał szansę stać się indywidualnością, gwiazdą kina i teatru, a nie pustym gwiazdorem. Bowiem obecnie gwiazdorstwo oznacza zaszufladkowanie, schematyzm oraz traktowanie osoby z przymrużeniem oka. Teraz często za gwiazdorstwem nie kryje się talent, a łatwy sposób na życie. Gwiazdorstwo nie trwa wiecznie, a charyzmatyczna gwiazda filmowa może przetrwać w umysłach odbiorców.

Szukam czegoś do obejrzenia

sierpień 12th, 2008

Witam,

obejrzałem ostatnio tyle złych, nieciekawych filmów, że mam powoli dosyć kina. Przez pewien czas próbowałem się zamulać serialami, ale też nie pomogło. Proszę o ratunek. Może ktoś poleci coś ciekawego do obejrzenia. Jestem w stanie strawić każdy gatunek, oprócz filmów familijnych, horrorów oraz chłamu tworzonego dla amerykańskich telewizji.

3 Odpowiedzi na “Szukam czegoś do obejrzenia”

  1. SOE Says:
    listopad 16th, 2007 at 1:43 am

    Polecam “Everything is illuminated”

  2. witach Says:
    listopad 25th, 2007 at 10:08 pm

    Children of heaven

  3. rehus Says:
    styczeń 21st, 2008 at 10:00 pm

    Jabłka Adama

Jest taki film…

sierpień 12th, 2008

Witam wszystkich!
Mam jedną sprawę: rozpaczliwie szukam tytułu lub reżysera filmu francuskiego, który widziałam kilka lat temu w “Kocham kino”. Jest to kino absurdu, gdzie bohaterowie i ich funkcjonowanie skrajnie odbiegają od powszechnie panujących zasad. Dla przykładu mogę podać fragment filmu, gdzie bohaterowie siedzą przy stole na sedesach, a następnie, przepraszając, idą do toalety coś zjeść. Jeśli ktoś widział ten film, z pewnością go pamięta, dlatego bardzo proszę o odpowiedź.

Kocham kino

sierpień 12th, 2008

Zapraszamy do wypowiadania się w blogu Kocham Kino. Tematyka raczej o filmie i wszystkim co związane z filmem. Masz jednak coś ciekawego do powiedzenia, zapraszamy do kategorii, nie związane z kinem. Blog jest moderowany i wpisy obraźliwe, w jakikolwiek sposób łamiące prawo będą usuwane. Poza tym można pisać wszystko.

pzdr

sloter.ini

strony internetowe wabrzych
  • Projektowanie i tworzenie stron internetowych,
  • Aplikacje Webowe,
  • Animacje Flash.
Woody Allen
Rękopis znalesiony w Saragossie
South Park
The curse of the golden flower
300