Job a może testosteron
sierpień 12th, 2008Job ogląda się z przyjemnością od pierwszych momentów filmu, włączając w to napisy, które umiejętnie wkomponowane w blokowisko wraz z ciekawymi ujęciami kamery, nie nudzą, a wręcz przeciwnie powolutku wprowadzają w klimat filmu. Dalej poznajemy bohaterów filmu, trzech kumpli z podwórka, nierozłącznych od najmłodszych lat. Wszystko to w przedstawione jest w zabawny, niewymuszony, naturalny sposób, a przede wszystkim widać, że na ten film scenarzyści mieli pomysł - dobry. No przejdę trochę do Testosteronu. Już po pierwszej scenie dopadł mnie lęk przed zmarnowaniem półtorej godziny z mego jakże cennego życia. Od razu widz zostaje poczęstowany sporą dawką przekleństw, które jakoś tak kłują w uszy, przeszkadzają w oglądaniu i na pewno nie są zabawne. W Job jest zupełnie przeciwnie, owszem są wulgaryzmy, ale nie nadużywane, stosownie dobrane do sytuacji i są powodami do powstawania komicznych sytuacji, jak np. ta z Chińczykiem na stadionie Dziesięciolecia. Niestety zmarnowałem te półtorej godziny na Testosteron, jedyny zabawny moment to gdy młody Stuhr, pociągnął z bańki muzyka rockowego - dużo większego zresztą od siebie. Cała reszta jest słaba, słaba i nie śmieszna, w przeciwieństwie do Job, który serdecznie polecam.


